12 kwietnia 2015

18. „Tabula Rasa” — Kristen Lippert-Martin

Tytuł: „Tabula Rasa”
Tytuł oryginalny: „Tabula Rasa”
Autor: Kristen Lippert-Martin
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 350
Moja ocena: 7/10
+2,4cm


Sara jest pacjentką szpitala zajmującego się wymazywaniem wspomnień. Zapomnienie o tragicznych wydarzeniach z przeszłości ma być nagrodą i szansą na lepsze życie — tak przynajmniej mówią lekarze i pielęgniarki będący częścią projektu Tabula Rasa. Mimo to dziewczyna wcale nie czuje się lepiej z białymi plamami w pamięci. Jaką rolę odgrywa w tym projekcie ona sama?

Ta książka przykuła moją uwagę od razu, gdy przeczytałam jej zapowiedź. Zwłaszcza, że, co jest od pewnego czasu rzadkością, opis z okładki nie zdradza zbyt wiele. Szczęśliwym trafem udało mi się ją zdobyć niedługo po premierze. Cieszyłam się tym bardziej, że niewiele czytałam ostatnio jednotomowych powieści młodzieżowych, a na takie miałam ochotę już od dłuższego czasu.

Nie owijając w bawełnę, „Tabula Rasa” spodobała mi się i wciągnęła na cały dzień. Pomysł i fabuła naprawdę mnie zainteresowały, ponieważ lubię tematy związane z mózgiem i tzw. neuroscience. Sara i towarzyszący jej przez pewien czas chłopak (którego imienia nie wyjawiam, bo byłby to nieduży, ale jednak spojler) zdobyli moją sympatię lecz nie powiedziałabym, że znalazłam tu u jakiejkolwiek postaci szczególnie wybijający się charakter. Dziewczyna, gdyby nie jeden... atrybut nadany przez autorkę, mogłaby być główną bohaterką jakiejś innej książki — jest odważna i buntownicza, a jednocześnie wrażliwa — to schemat, który możemy znaleźć wszędzie. Poza tym reszcie postaci brakowało nieco głębi.

Narracje pierwszoosobowe i w czasie teraźniejszym nie zawsze pasują do historii, ale tutaj sprawdziły się, moim zdaniem, doskonale. Ta pierwsza pozwoliła nam zbliżyć się do Sary i razem z nią starać się odnajdywać w nowych sytuacjach, druga udynamiczniła akcję. Cieszę się też, że autorka praktycznie nie zostawiła niedopowiedzianych wątków, gdyż nie jestem fanką takiego rozwiązania. Z drugiej strony, wydaje mi się, że mogłaby rozwinąć trochę kreację świata przedstawionego. Z tego co pamiętam, nie dostajemy wiele informacji o tym, co dzieje się poza ośrodkiem. Nie jest to może jakiś wielki minus, dodaje nawet pewnej tajemniczości, ale mimo wszystko czegoś mi tu zabrakło.

Czas na podsumowanie. „Tabula Rasa” to ciekawa, choć niepozbawiona wad pozycja, która może nie rzuca na kolana, ale i tak jest warta przeczytania. Polecam ją głównie miłośnikom literatury młodzieżowej jako przyjemną i niezbyt ciężką lekturę z dreszczykiem emocji.

Wyzwania:
– Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
– Czytam fantastykę
– Klucznik

10 komentarzy:

  1. Książka naprawdę zapowiada się niesamowicie. Po recenzji moje odczucia trochę opadły, ale wciąż mam wielką ochotę na "Tabula rasa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, bo to naprawdę spoko powieść. ;)

      Usuń
  2. Osobiście raczej nie sięgnę, bo 1 - nauka, 2 - młodzieżówka. Ale Twoja recenzja napisana jest ciekawie, miło się ja czytało nawet, jeśli sama książka mnie nie interesowała.

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło wiedzieć, że da się czytać te moje wypociny. :D

      Usuń
  3. jestem niesamowicie zaintrygowana, ale nadal nie jestem pewna czy po nią sięgnąć.
    zobaczymy ... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście nie dla mnie, ale cieszę się, że przypadła Ci do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w planach tą książkę, raz nawet już prawie ją kupiłam, ale w ostatniej chwili skapitulowałam. Teraz trochę żałuję, ale mam nadzieję, że trafię na nią jeszcze gdzieś :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie autorka miała bardzo ciekawy pomysł na książkę. Z chęcią sięgnę po inne pozycje tej autorki w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)