Recenzje książek.

Po godzinach #22 5 serii młodzieżowych do nadrobienia w lato

Edytuj post 9 komentarzy:

Wiosna jakoś nie trafiła w tym roku do Polski, a nawet jeśli, to chyba szybko jej się tu znudziło. Upał od paru tygodni atakuje nasz kraj i nie wiem jak wy, ale ja najchętniej nie wychodziłabym na zewnątrz, tylko zaszyłabym się gdzieś w domu przy wentylatorze — może z książką...? No właśnie, kończy się rok szkolny, nadchodzą wakacje, warto więc wykorzystać ten czas i nadrobić zaległość czytelnicze. Dzisiaj prezentuję wam 5 cykli młodzieżowych, które (przynajmniej w części) czytałam i polecam, a które zostały wydane już jakiś czas temu — ich zaletą jest to, że są wydane w całości, więc nie na pewno nie spotkacie się z sytuacją, że znajdziecie nową serię do ubóstwiania, a tu się okaże, że na wydanie finałowego tomu trzeba czekać do końca roku.

Koniecznie napiszcie, czy macie ochotę na któreś z tych książek — a może macie je już wszystkie za sobą? :)

1. Grisza — Leigh Bardugo
„Ravka, niegdyś potężna i dumna, jest dziś otoczona przez wrogów i rozdarta przez Fałdę Cienia: pasmo nieprzeniknionej ciemności, w której czają się przerażające potwory. Niespodziewanie pojawia się nadzieja: samotna, młodziutka uciekinierka jest kimś więcej, niż się wydaje…
Alina Starkov nigdy w niczym nie była dobra. Kiedy jednak pułk, z którym podróżuje przez Fałdę, zostaje zaatakowany, a jej najlepszy przyjaciel Mal odnosi ciężkie rany, Alina musi coś zrobić. Odkrywa w sobie uśpioną moc, która ratuje Malowi życie – moc, która może też okazać się kluczem do wyzwolenia wyniszczonego przez wojnę kraju.”
Ostatnio recenzowałam drugi tom i po ostatnim przejrzeniu tej opinii stwierdziłam, że potraktowałam ją dość krytycznie. To dla tego, że czytałam już wiele młodzieżówek i wydaje mi się, że trudno mnie w tej kwestii zaskoczyć. Natomiast nie zmienia to faktu, że „Grisza” jest serią wartą polecenia i w swoim gatunku zajmuję dobrą pozycję. Jakby komuś było mało, można znaleźć jeszcze kilka dodatków do cyklu, w tym niedawno wydany „Język cierni”.
2. Lumikki Anderson — Salla Simukka
„Główną bohaterką „barwnej” trylogii (zainspirowanej Królewną Śnieżką braci Grimm), którą rozpoczyna powieść „Czerwone jak krew”, jest siedemnastoletnia licealistka Lumikki Andersson. Prześladowana w dzieciństwie przez dwie silniejsze koleżanki nauczyła się maskować i uciekać. Ta umiejętność przyda się nastolatce, gdy w ciemni w liceum plastycznym odkryje mokre banknoty o dużym nominale i plamy krwi na podłodze.”
Jest to chyba seria trochę zapomniana, jeśli nie w ogóle mało znana. A szkoda! Owszem, książki są krótkie, przez co historia nie jest może tak rozwinięta, jak by mogła być, ale mimo to czyta się ją niezwykle dobrze. Przede wszystkim jest to lektura z dreszczykiem i bardzo ciekawą główną bohaterką, która wyróżnia się na tle innych, tendencyjnych postaci występujących w powieściach młodzieżowych. Fińska pisarka z pewnością wie, jak przyciągnąć uwagę czytelnika i konstruje intrygujące fabuły.
3. Mara Dyer — Michelle Hodkin
„Każdy kryje w sobie tajemnicę, wystarczy ją obudzić. Kim jest Mara Dyer?
W tajemniczych okolicznościach giną dwie dziewczyny, przyjaciółki głównej bohaterki. Wygląda na to, że ich śmierć została przepowiedziana, ktoś wiedział co się wydarzy.
Powieść z paranormalnym twistem i przesłaniem: pozory mylą. Spodoba się nastolatkom płci żeńskiej, szczególnie, że główna bohaterka – wbrew przestrogom - zakochuje się w najbardziej nieodpowiednim i intrygującym chłopaku ze szkoły.”
Swego czasu była to całkiem popularna seria, ale od dawna o niej nie słyszałam. Tak jak pisałam w recenzji, mimo że nie jest może bardzo ambitna, ma w sobie coś takiego, że fascynuje i przyciąga. Minęło już trochę czasu, odkąd ją przeczytałam, ale pamiętam, że fabuła była wypełniona niepokojącymi wydarzeniami i tajemnicami. Dla fanów paranormal romance jak znalazł!
4. Mroczne umysły — Alexandra Bracken
„Mam na imię Ruby.
Potrafię wedrzeć się do twojego umysłu, a nawet wymazać wspomnienia. Jako dziecko zostałam wysłana do obozu „rehabilitacyjnego” dla takich jak ja. Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne umysły. Zostałam przydzielona do Zielonych, ale w rzeczywistości jestem ostatnią z Pomarańczowych. Ukrywam to, żeby przetrwać.”
Z przeczytaniem „Mrocznych umysłów” trafiłam idealnie — akurat wtedy, kiedy byłam zapatrzona we wszelkie dystopie młodzieżowe. Dlatego nie wiem, jak inaczej mogłabym polecić ten cykl niż powiedzieć, że jeśli lubicie powieści z motywem supermocy, osadzone w dystopijnym świecie i jesteście przygotowani na lekką, ale wciągająca lekturę, to to jest coś dla was. Poza tym dostępne są  też dwa tomy z materiałami dodatkowymi.


5. Wojownicy — Erin Hunter
„Od wieków cztery klany wojowniczych kotów dzieliły las według praw ustanowionych przez przodków. Jednak jeden z nich odrzucił odwieczny porządek, stwarzając zagrożenie dla pozostałych. Bezwzględne koty z Klanu Cienia otaczają siedlisko walecznych, choć mniej licznych kotów z Klanu Pioruna. Błękitna Gwiazda, ich przywódczyni, i jej dumni wojownicy – Lwie Serce i Tygrysi Pazur – nie poddadzą się bez walki, zdecydowani bronić za wszelką cenę swoich pobratymców i młodych. Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, w lesie pojawia się zwyczajny, domowy kot, o którym mówiło proroctwo i który odmieni losy tych ziem.”
Ten cykl jest idealny nie tylko dla młodzieży, ale dla wszystkich, którzy pragną czegoś świeżego w literaturze fantastycznej. Zakochałam się w tej wypełnionej przygodami, baśniowej lekturze, w której bohaterami są wyłącznie koty, której wspomnienie od razu przywołuje uśmiech na moją twarz. Warto wspomnieć, że cykl ma swoją kontynuację w postaci „Nowej Przepowiedni” oraz wydana została dodatkowa powieść graficzna „Bicz. Początek legendy”.

Opisy w cudzysłowach pochodzą od wydawców.

Minirecenzje #11 „Próba” — Eleanor Catton, „Wieczna księżniczka”— Philippa Gregory

Edytuj post 7 komentarzy:

Tytuł: „Próba”
Tytuł oryginalny: „The Rehearsal”
Autor: Eleanor Catton
Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 336
Moja ocena: 7,5/10

Twórczość Catton postanowiłam poznać najpierw nie przez nagrodzone Bookerem „Wszystko, co lśni”, ale przez jej debiut. Na pewno chcę teraz przeczytać drugą książkę autorki, ale przyznam, że „Próba” nie była tym, czego się spodziewałam. Mamy tu dwie perspektywy — jedna jest związana ze szkołą muzyczną i prywatnymi lekcjami, a druga z akademią teatralną; każda ma swoich bohaterów i nietrudno domyślić się, że obie w jakiś sposób się łączą. Według blurba historia kręci się wokół skandalu związanego z romansem nauczyciela z uczennicą, na podstawie którego ma powstać sztuka teatralna. Mnie jednak skandal wydał się raczej pretekstem do snucia jakiejś opowieści, sprawą trochę ukrytą za dekoracjami, pobrzmiewającą gdzieś w tle, a dzięki której możemy eksplorować charaktery osób z otoczenia. Nie mówiąc już o tym, że wątek przedstawienia pojawia się dopiero pod koniec powieści.
„Próba” to obserwacja uczuć i namiętności buchających w sercach nastolatków, próba ekstrakcji zmysłowości i napięcia seksualnego rodzących się w czasie dojrzewania. Bo to jest na pewno powieść o dojrzewaniu (choć nie tylko, czego przykładem jest fantastyczna postać nauczycielki gry na saksofonie). Przy pomocy sugestywnego języka Catton wykreowała tajemniczą, lekko oniryczną, związaną ze sztuką atmosferę i nigdy nie możemy być pewni, czy bohaterowie mówią prawdę i należy im ufać, czy nie — to pozostaje całkowicie w kwestii czytelnika. Nie podobało mi się natomiast urwane, jakby zupełnie olane zakończenie, i niechronologiczność fragmentów, przez co trudno mi się było momentami zorientować w fabule. Jest to książka trochę dziwna i zdecydowanie oryginalna, tak że do teraz nie do końca wiem, co o niej sądzić. Ostatecznie mogę jednak stwierdzić, że mi się podobała.

Tytuł: „Wieczna księżniczka”
Tytuł oryginalny: „The Constant Princess”
Autor: Philippa Gregory
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 552
Moja ocena: 3/10

Co mnie podkusiło, żeby siegnąć po tę książkę...? To było pytanie retoryczne, bo dobrze znam odpowiedź: chciałam zacząć czytać różne gatunki literackie, nawet takie, których wcześniej nie tykałam. Powieść historyczna do takich należała. Na moje nieszczęście zaczęłam niefortunnie, bo „Wieczna księżniczka” okazała się być czymś zupełnie innym niż przewidywałam. Mam wrażenie, że to była taka stereotypowa powieść kobieca, taka obyczajówka z szesnastego wieku w dworskich realiach. Jej konstrukcja opiera się na śledzeniu losów Cataliny Aragońskiej, a jest pisana zarówno w narracji trzecioosobowej, jak i pierwszoosobowej w przemyśleniach księżniczki. Niestety książka jest nudna i wtórna dla samej siebie.
Postać Cataliny nie znalazła u mnie sympatii: oczywiście każdy napotkany mężczyzna określa ją jako piękną, do tego często okazuje się mądrzejsza niż wszycy wokół i ma najlepsze intencje, po prostu typowa Mary Sue; działała mi na nerwy, kiedy w kółko i w kółko powtarzała, że jej przeznaczeniem jest być królową Anglii, że to wola boska i że zrobi wszystko, by tak się stało. Oprócz tego wymęczyła mnie ta cała miłosna drama z Arturem, Henrykiem VII i Henrykiem VIII, i znowu, ciągłe powtarzanie opisów tych samych uczuć. Do tego wszystkiego dochodzi patetyczny ton, w jakim utrzymana jest powieść — niby pasujący do konwencji historycznej, a w praktyce nużący. Mam wrażenie, że na tych prawie sześciuset stronach niewiele się działo. Moja opinia jest jednak subiektywna, po „Wieczną księżniczkę” sięgnęłam trochę z przypadku i okazało się, że to totalnie nie mój gust. Jeśli jednak znajdą się tu fani historycznego romansu, ta książka może nie być takim złym wyborem.

64. „Jeden z nas. Opowieść o Norwegii” — Åsne Seierstad | Jestem. Tylko. Ja.

Edytuj post 8 komentarzy:
źródło
Tytuł: „Jeden z nas. Opowieść o Norwegii”
Tytuł oryginalny: „En av oss. En fortelling om Norge”
Autor: Åsne Seierstad
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 521
Moja ocena: 9/10


Dzień 22. lipca 2011 roku zaszokował świat i zapisał się na stałe w historii Norwegii. To dzień, na który Anders Behring Breivik zaplanował przeprowadzenie zamachów terrorystycznych. I udało mu się – bomba zdetonowana w pobliżu budynku rządowego zabiła 8 osób, a sam zastrzelił kolejnych 69 na wyspie Utøya, gdzie odbywał się letni obóz młodzieżowy Partii Pracy. To nie był dżihadysta. Nie stała za nim żadna organizacja terrorystyczna. Breivik określa siebie jako wybawiciela Norwegii.

Zanim przejdę do właściwej oceny, przedstawię, czym właściwie jest „Jeden z nas”. To fabularyzowany reportaż skupiony wobec Breivika i masakry, jakiej dokonał, a obejmuje szeroki zakres czasu: zaczynamy od poznania losów rodziców zamachowca, a życie jego samego śledzimy od narodzin, przez okres dziecięcy i nastoletni, wkraczanie w dorosłość, samodzielne życie, kształtowanie własnej skrajnie prawicowej ideologii, aż po dzień ataku, proces oraz pobyt w więzieniu. Dodatkowo pojawia się narracja dotycząca osób ze środowiska lewicowej młodzieżówki norweskiej.

Historia jest bogata w szczegóły i czytelnik czuje się, jakby znajdował się w środku wszystkich wydarzeń; bardzo przypadło mi do gustu to, jak Seierstad wypełniła w niej białe plamy, tworząc relację, którą czyta się jak powieść. To także po trosze zasługa przejrzystego języka i zdań, które mimo swej neutralności i braku jednoznacznych osądów, każą głęboko zastanawiać się nad lekturą. Chyba jedynym mankamentem jest zostawiona pewna dziura w okresie dorosłości Andersa, kiedy najwyraźniej przeskakujemy parę lat, a potem Breivik jest już człowiekiem o ugruntowanych poglądach nacjonalistycznych. Odczuwa się lekki niedosyt i potrzebę zrozumienia, jak coraz bardziej przesuwał się w stronę skrajnej prawicy, a co w pewnej części zostało ominięte.

Reportaż naturalnie stanowi bogate źródło wiedzy o wszelkich aspektach związanych z tragedią. Przyznam, że przed przeczytaniem znałam sprawę bardzo pobieżnie, bo nigdy się nią specjalnie nie interesowałam, a kiedy doszło do ataków, byłam jeszcze dzieckiem. „Jeden z nas” dostarcza pełen obraz sytuacji, nie szczędząc nawet, wydawałoby się, nieistotnych detali. Dowiedziałam się chociażby tego, że Breivik przez pół roku samodzielnie tworzył w niemalże domowych warunkach bombę „przeznaczoną” dla norweskiego premiera; że będąc dzieckiem, kolegował się z imigrantami; że napisał ogromny objętościowo „Manifest”, w którym zawarł swoje tezy i pomysł na konstrukcję przyszłej Norwegii (Seierstad przywołuje wiele fragmentów z tej książki, niektóre budzą wręcz grozę). Początek przypominał mi trochę akcję z ekranizacji „Musimy porozmawiać o Kevinie”, bo główne postacie obu dzieł w dzieciństwie były nieco inni od reszty dzieci.

Ale gdy myślę o tym reportażu, tak naprawdę na myśl przychodzi mi jedno – to, jak ogromne emocje we mnie wywołał. Momentami, głównie przy opisach strzelaniny, musiałam przerywać czytanie, by ochłonąć, a coś takiego nie zdarza mi się praktycznie nigdy. Mieszały się we mnie autentyczne przerażenie, smutek i złość, byłam dosłownie wstrząśnięta i czułam straszną bezsilność. Najgorsza przez cały czas była świadomość, że czytam o prawdziwych wydarzeniach, że to nie jest czysta fikcja literacka albo przynajmniej koszmar senny. Jednak to stanowi największą siłę tej książki i absolutnie nie uważam, że przez to nie warto jej czytać – wręcz przeciwnie. Poznanie tej historii zmusza do tego, żeby się zastanowić nad paroma aktualnymi, choć niewygodnymi kwestiami i skonfrontować z własnymi poglądami.

Osobną sprawę stanowi interpretacja tytułu. Kiedy wiadomość o zamachach dotarła do świadomości publicznej, Norwedzy byli przekonani, że to atak jakiegoś islamisty. Tymczasem był to właśnie „jeden z nich”, i to jeden – nikt więcej. Ale w tej opowieści kryje się więcej, to opowieść nie tylko o jednostce, ale o całym kraju; o imigracji, o mentalności, o nastawieniu. To po prostu diablo dobry reportaż.

Book haul #8 Dla każdego coś dobrego

Edytuj post 5 komentarzy:
Ostatni book haul ukazał się wcale nie tak dawno, bo trzy miesiące temu, ale mimo wszytko w maju uzbierało mi się trochę tych książek i pomyślałam, że w sumie nie zaszkodzi pochwalić się trochę, co trafiło na moją półkę w maju. :)


  1. „Jeden z nas. Opowieść o Norwegii”, Åsne Seierstad — udało mi się wyhaczyć tę książkę w internecie za 15 złotych, więc grzechem byłoby nieskorzystanie z takiej okazji. Zainteresowała mnie ze względu na tematykę Norwegii i Breivika, a że już ją przeczytałam, to pewnie niedługo pojawi się jej recenzja. Wzbudziła we mnie duże emocje, więc myślę, że jest o czym opowiadać.
  2. „Próba”, Eleanor Catton — wypożyczona (podobnie jak kolejne dwie książki) i również już przeczytana, więc też chyba napiszę o niej jakąś opinię, zwłaszcza, że była to dość oryginalna lektura.
  3. „Krąg”, Bernard Minier — po dwóch latach od przeczytania „Bielszego odcienia śmierci” wróciłam do francuskiego cyklu z Martinem Servazem. Ta część chyba podobała mi się mniej, w każdym razie nie zaangażowałam się jakoś bardzo w czytanie, na szczęście intryga pod koniec nabrała kształtów i coś się zaczęło dziać. Chyba mój nawiększy problem z tym thrillerem jest taki, że jest on za długi; gdyby bardziej go skondensować, pewnie czytałoby się go lepiej.
  4. „Dywan wschodni” — sama się sobie dziwię, że postanowiłam to przeczytać, bo jest to zbiór starożytnych tekstów lirycznych i epickich ze Wschodu. No cóż, poszerzam horyzonty i przygotowuję się do matury. ;)
  5. „Problem trzech ciał”, Cixin Liu — zapowiada się fajna powieść sci-fi. To będzie chyba moje pierwsze spotkanie z chińską literaturą i nie mogę się doczekać, zresztą poleca sam Barack Obama.
  6. „Jak kominiarzy śmierć w proch zmieni”, Alan Bradley — jeśli czytaliście moje wcześniejsze posty, to na pewno wiecie, że mam ogromny sentyment do serii z Flawią de Luce i na bieżąco staram się kupować nowo wychodzące tomy. Ten jest kolejny do kolekcji i oby tylko utrzymał poziom wcześniejszych.
  7. „Wieczna księżniczka”, Philippa Gregory — obawiam się trochę tej książki, bo nie wiem, czego po niej oczekiwać, a z powieściami historycznymi nie mam najlepszych stosunków, ale liczę na to, że proza Gregory to odmieni.
  8. „Niewidzialna korona”, Elżbieta Cherezińska — podobnie jak wyżej, tyle że wracamy na własne poletko. W końcu polska historia też ma dużo do zaoferowania.
  9. „Dwie siostry”, Åsne Seierstad — a to kolejny reportaż Seierstad, który samosprezentowałam sobie po konkursie. Opowiada o somalijsko-norweskich siostach, które zradykalizowały się i wyjechały walczyć dla Państwa Islamskiego. To na pewno będzie mocna lektura.
  10. „Gestern am Rhein” i 11. „Sein letzter Fall” — czyli opowiadania napisane z myślą o nauce niemieckiego. Staram się teraz poświęcać trochę czasu na ćwiczenie tego języka i uznałam, że jestem na odpowiednim poziomie, żeby sięgnąć po te książeczki. Teraz nauka będzie w ogóle samą przyjemnością. ;)

  1. „Tancerze burzy”, Jay Kristoff — jedna z fajniej brzmiących ostatnio młodzieżówek, pomysł jest oryginalny i książka zbiera dobre recenzje.
  2. „Czytelniczka”, Traci Chee — trochę strzał w ciemno, bo książka przykuła w sklepie mój wzrok swoją okładką (mimo że mi się nie podoba xd), a potem przypadkowo natrafiłam na nią w bibliotece i stwierdziłam — co mi tam. Blurba przejrzałam pobieżnie, a że nie jest bardzo znana, to i nie czytałam recenzji. Zobaczymy, czy zdanie się na los się opłaciło.
  3. „Z nowego wspaniałego świata”, Günter Wallraff — reportaż, o którym usłyszałam kiedyś w jakimś filmiku na YouTubie. Niemiecki reporter wcielał się w różne postacie i pracował w różnych miejscach, by odkryć wszelkiego rodzaju nadużycia.
  4. „Świat Andrzeja Fidyka”, Andrzej Fidyk i Aleksandra Szarłat — chętnie przeczytam reportaż o Fidyku, bo jego film o Korei Północnej, który obejrzałam jeszcze w podstawówce na lekcji historii, zrobił na mnie duże wrażenie, a okazuje się, że w jego dorobku znajduje się dużo więcej.

A jakie książki u was pojawiły się w maju? Czytaliście albo planujecie coś z przedstwionych pozycji?

Po godzinach #22 Unpopular Opinions Book Tag

Edytuj post 15 komentarzy:
Dawno nie robiłam żadnego tagu, a uznałam, że nie zaszkodzi wrócić to tego typu postów, przynajmniej na chwilę. Wybrałam akurat ten tag, ponieważ jest popularny i wydaje mi się, że można przeczytać w nim ciekawe odpowiedzi przez to, że trzeba się w nim wyłamać ze schematu. Postaram się też mówić o książkach, których nie wymieniałam jeszcze w innych tagach, żeby się w kółko nie powtarzać. Nie przedłużając — zapraszam do czytania. :)



1. Popularna seria książek, która ci się nie podobała
Cykl „Lux” jest całkiem popularny, ale dla mnie już na samym początku okazał się klapą. Nie dość, że początek jest zerżniety ze „Zmierzchu” (a może skoro już kopiować, to przynajmniej od czegoś lepszego...?), to dalej nie robi się wiele lepiej. Utarte schematy, głupota bohaterów, niejasne zasady dotyczące świata... Udało mi się przeżyć dwie pierwsze części, ale na więcej się nie zgodzę. Czytałam też książkę tej autorki, Jennifer L. Armentrout, z innego cyklu i niestety wrażenie było podobne.

2. Popularna seria książek, która innym się nie podoba, a ty ją lubisz
Chyba rzadko tak bywa, że jakaś książka jest nielubiana przez większość czytelników, więc miałam problem ze znalezieniem czegoś pasującego do tej kategorii, ale uznałam, że postawię na „Wayward Pines”. Robiłam nawet Book Tour z pierwszą częścią i opinie były naprawdę mieszane, ale raczej książka nie podbiła serc. Uważam, że ten cykl to jak przenieść kino akcji na papier — ma służyć czystej rozrywce, ma czytać się błyskawicznie i wzbudzać ogromne emocje. Tak było u mnie i chociaż można o tym cyklu szybko zapomnieć, nie zmienia to faktu, że naprawdę przyjemnie spędziłam z nim czas.

3. Trójkąt miłosny, która nie zakończył się tak, jak chciałaś
Na szczęście dawno nie czytałam książki z trójkątem miłosnym — to dobrze, bo jest to motyw tak ograny i sztuczny, że aż przykro się robi, jak w pojawia się w niezłych powieściach. Cofając się do starszych lektur, przychodzi mi na myśl seria „Wybrani”. Co prawda przez pewien czas miałam nadzieję, że Allie będzie właśnie z tym, z kim ostatecznie skończyła, ale potem, mimo że domyślałam się, że tak się nie stanie, miałam nadzieję, że zmieni swój wybór.

4. Popularny gatunek literacki, po który rzadko sięgasz
Zaliczyłabym tu hybrydę złożoną z literatury obyczajowej/romansu/New Adult, ponieważ często się przenikają. Wiem, że autorki takie jak Colleen Hoover czy Brittany C. Cherry są teraz bardzo poczytne, ale niezbyt interesują mnie klimaty skupione na miłości i zwyczajnych problemach bohaterów.

5. Popularna postać z książki, której nie lubisz
Wiem, że w recenzji „Miasta kości” napisałam, że nawet polubiłam Jace'a, ale cofam te słowa. Niestety chłopak jest dupkiem z manią wielkości i już chyba nic nie sprawi, że zmienię zdanie.

6. Popularny autor, którego nie lubisz
Powiedziałam to raz i powiem to tysiąc razy: Stephenie Meyer. Totalnie nie umie pisać, wymyślać fabuły i bohaterów, a do tego przyjmować krytyki. Nie mówię tu tylko o słynnej sadze, ale również o „Intruzie”, który z jakiegoś powodu jest całkiem nieźle oceniany. Mam nadzieję, że Meyer skończy z pisaniem książek, bo wyjdzie to wszystkim na lepsze.

7. Popularny motyw w literaturze, którego masz już serdecznie dość
Wątek romantyczny wciśniety tylko dla tego, że bez niego by się nie sprzedało. Jeśli w blurbie znajduje się określenie „tajemniczy, inteligentny, sarkastyczny, zabójczo przystojny chłopak”, to ta książka jest już dla mnie stracona. Dystopie też już mi się przejadły, bo w pewnym momencie wszystkie były robione na jedno kopyto, ale nie wykluczam, że kiedyś wrócę do powieści z tym motywem.

8. Popularna seria książek, której nie masz ochoty czytać
Chyba nikogo nie zaskoczę, mówiąc o „Pięćdziesięciu twarzach Greya”. Nie mam ochoty czytać o wewnętrznej bogini, przygryzaniu wargi, rozpadaniu się na milion kawałeczków. Nie mam ochoty czytać czegoś, co wyrosło ze słabego fanfika „Zmierzchu” (znowu...). Nie mam ochoty czytać czegoś, co napisał autor, dla którego literatura jest powodem do odcinania kuponów — patrz „Grey”.

9. Adaptacja filmowa lepsza od książki
Tu pojawia się problem, bo zwykle albo przeczytam książkę i nie objerzę ekranizacji, albo na odwrót. Może „Złodziejka książek”? Film mnie wzruszył, nawet wciągnął, a książka nie wzbudziła we mnie większych emocji.


A jakie byłyby wasze typy? Jeśli robiliście już ten tag, możecie mi podlinkować w komentarzu . :)
© Agata | WioskaSzablonów.