14 stycznia 2015

9. „Czas żniw” — Samantha Shannon

Tytuł: „Czas Żniw”
Tytuł oryginalny: „The Bone Season”
Autor: Samantha Shannon
Seria: „Czas Żniw”; tom: 1
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 497
Moja ocena: 8/10
+3,6cm


Paige Mahoney to dziewiętnastoletnia mieszkanka Sajonu Londyn. Jest jasnowidzącą i należy do gangu mim-lorda Jaxona Halla — Siedmiu Pieczęci. Jednak pewnego dnia na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności jest zmuszona popełnić zbrodnię, a w późniejszym czasie zostaje złapana i przeniesiona do miejsca, w którym jej życie będzie jeszcze bardziej zagrożone niż dotychczas.

Na początku książki możemy się zapoznać z diagramem przedstawiającym siedem kategorii jasnowidzenia i odpo-wiednie dla nich typy jasnowidzących. Nie powiem, przydatne to, choć przyznam, że niektóre nazwy są całkiem zabawne — paprotnik, topornik, jeżowróż, bebesznik czy leśnik to tylko niektóre z nich. Pewnie w oryginale brzmiały lepiej, ale przecież tłumaczenie nazw własnych to nie taka łatwa sprawa.

Przejdźmy do treści właściwej. Zaczęło się od — jak to nazywam — skoku na głęboką wodę, bowiem już na wstępie zostałam zbombardowana różnymi nic mi nie mówiącymi wyrazami. Przez pewien (ale niedługi) czas czułam się trochę jak dziecko we mgle, próbując wymyślić, co znaczy dane słowo albo co to za czary te senne krajobrazy. Ale to przecież typowe w fantastyce, poza tym zawsze można skorzystać ze znajdującego się na końcu książki słowniczka. I być może właśnie dzięki temu początkowemu zatrzymywaniu się co chwilę, by zastanowić się nad znaczeniem danego wyrazu (ze słowniczka ostatecznie nie korzystałam, bo nie chciałam ciągle przerywać czytania), odniosłam wrażenie, że akcja toczy się powoli i nabiera tempa dopiero po kilkunastu rozdziałach.

W zamian otrzymujemy precyzyjnie skonstruowaną wizję świata. Podziwiam autorkę za pomysł wykorzystania zaświatów, duchów i wymyślenia sennych krajobrazów, gdyż wszystkie elementy, które są z nimi związane idealnie do siebie pasują i wszystko jest spójne. Bohaterom generalnie nie mam nic do zarzucenia, choć mogliby być bardziej wyraziści. Również podobał mi się subtelny wątek miłosny, który absolutnie nie przytłaczał innych wydarzeń, ale miał w sobie jakąś moc.

„Czas Żniw” to pasjonująca lektura i naprawdę udany debiut. Życzę Samancie Shannon, by reszta książek z cyklu utrzymała jego poziom.

Lubię sobie wyobrażać, że na początku było nas więcej. Wydaje mi się, że niewielu, ale na pewno więcej niż teraz. Jesteśmy mniejszością, której świat nie akceptuje, chyba że jako wytwór fantazji, ale nawet to jest zakazane. Wyglądamy jak inni. Czasem zachowujemy się jak inni. W wielu przypadkach jesteśmy jak inni. Jesteśmy wszędzie, na każdej ulicy. Na pozór prowadzimy normalne życie, ale kryje ono w sobie coś jeszcze. Nie wszyscy z nas wiedzą, kim jesteśmy. Niektórzy umierają, nie wiedząc o tym. Inni wiedzą, dlatego nigdy nie pozwolimy się złapać. Ale istniejemy.
Uwierzcie.*
1. Czas Żniw | 2. Zakon Mimów

*cytat pochodzi z książki

Wyzwania:
– Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
– Czytam fantastykę
– Klucznik
– Czytam opasłe tomiska

źródło zdjęcia

5 komentarzy:

  1. Również sądzę, że "Czas żniw" to naprawdę udany debiut Shannon i oby trzymała ciągle ten sam poziom ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam takie szczęście, iż leży już na półeczce i czeka. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kilkukrotnie czytałam o tej książce, jednak nigdy nie miałam z nią bezpośredniego kontaktu. A szkoda, gdyż sądzę, że może mi się spodobać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Obyś jak najszybciej ją znalazła, bo zdecydowanie ma coś w sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie czytałam, lubię takie książki dlatego myślę, że mogłaby mi przypaść do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)