7 sierpnia 2015

29. „Rio Anaconda” — Wojciech Cejrowski

Recenzja napisana na konkurs w 2014 roku. :)

Tytuł: „Rio Anaconda”
Tytuł oryginalny: „Rio Anaconda”
Autor: Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 435
Moja ocena: 10/10


Wojciech Cejrowski to człowiek znany ze swoich podróży i kontrowersyjnych poglądów. Napisał jednak kilka książek i właśnie jedną z nich chciałabym zrecenzować, a warto dodać, że okazała się ona dla mnie niemałym zaskoczeniem.

Któż z nas nie marzył kiedyś o wyprawach do tropikalnej dżungli i podziwianiu tych wszystkich egzotycznych zwierząt oraz roślin (bo przecież ZOO albo palmiarnia to nie to samo)? O wygrzewaniu się w słońcu strefy międzyzwrotnikowej? Może nawet o poznaniu tamtejszej ludności? Tylko co naprawdę wiemy o takiej puszczy i ile z tego jest prawdą? „Rio Anaconda”, kontynuacja „Gringo wśród dzikich plemion” przychodzi nam w tej kwestii z pomocą. Autor w zabawny, wciągający, a nawet pouczający sposób opowiada nam historię swojej drogi do indiańskich plemion Carapana, zamieszkujących tereny Ameryki Łacińskiej.

Trzeba przyznać, że czytanie tej książki to sama przyjemność. Cejrowski pisze prosto, z polotem i opisuje wszystko bardzo naturalnie, więc nie wyczuwa się czegokolwiek napisanego na siłę. Podziwiam go za determinację, celne spostrzeżenia oraz lekkie, bardzo swobodne, gawędziarskie pióro. Zaś jego opowieść jest po prostu ciekawa i niezwykle wciągająca.

Śmieszna, absurdalne (niektóre tak bardzo, że aż trudno uwierzyć w ich autentyczność), choć czasami też budzące niepokój sytuacje przytoczone w „Rio Anaconda” nierzadko doprowadzały mnie odpowiednio do niepohamowanych ataków śmiechu, niedowierzającego wytrzeszczania oczu oraz napięcia związanego z obawą o dalsze losy autora. Pozycja zwyczajnie grała na moich emocjach i jej nieprzewidywalność zaliczam zdecydowanie do plusów.

To jednak nie wszystko, ponieważ autor porusza także tematy poważne. Na przykład — wiadomo, że kokaina jest groźnym narkotykiem, jak zresztą chyba wszystkie, i wyrabiana jest z rośliny o nazwie koka. Chociaż może nam się to wydawać bardzo złe — uprawa tej rośliny, przerobienie na proszek, a następnie sprzedawanie w różnych częściach świata — powinniśmy spojrzeć na to z drugiej strony. Czyli strony człowieka, dla którego ten biznes to jedyna szansa na przeżycie, i parę słów o tym właśnie napotkamy w jednym z rozdziałów.

Są pytania, na które nie znajdziesz odpowiedzi, gringo.

Oczywiście duża część książki opowiada o Indianach. Publikacja ta stanowi doskonałe źródło wiedzy o ich życiu, a także udowadnia, że nie są wcale gorsi od ludzi cywilizowanych, a nawet więcej — że biały człowiek mógłby się od nich sporo nauczyć. Nie zapominajmy o Latynosach, którym również zostało poświęcone trochę czasu; powiem jedynie, że dzięki temu tomowi zafascynowała mnie kultura tych ludzi.

Naprawdę wiele jest dobrych książek (i to dużo więcej, niż zwykle oznacza „wiele”), ale jeśli miałabym komuś jakąś polecić, byłaby to właśnie ta. Nieważne, czy się mieszka w Europie czy Azji; czy lubi się sport czy nasze zainteresowania związane są raczej z fizyką jądrową. Czy jesteśmy czarni czy biali — uważam, że ta lektura warta jest przeczytania bez względu na to, kim jesteśmy. Porusza, zmusza do refleksji, z zarazem świetnie nadaje się na poprawę humoru. Otwiera serce. Dlatego z pewnością jeszcze do niej wrócę.


4 komentarze:

  1. Uwielbiam książki Cejrowskiego :) ,,Rio Anaconda" było super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się z poglądami Cejrowskiego, ale uwielbiam jego programy podróżnicze. I za tą drugą część jego osoby, za to, że chce dzielić się swoimi podróżami z innymi ludźmi, go lubię. Z chęcią sięgnę po tę i po inne książki pana Wojciecha. ;)

    Bo kocham czytać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam żadnej książki Cejrowskiego, ale teraz zaczytam zastanawiać się czy aby tego nie zmienić :)

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)