31 sierpnia 2015

31. „Ogień i woda” — Victoria Scott

Tytuł: „Ogień i woda”
Tytuł oryginalny: „Fire and Flood”
Autor: Victoria Scott
Seria: „Ogień i woda”; tom: 1
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 363
Moja ocena: 6/10
+2,6cm


W życiu 16-letniej Telli Holloway wszystko jest nie tak. Jej brat jest umierający, a gdy kilkunastu lekarzy nie może ustalić, co mu dolega, rodzice decydują się zamieszkać w „Zapadłej Dziurze w Montanie”, by Cody miał „świeże powietrze”. Tella traci ukochane życie w Bostonie i przyjaciół, rodzice doprowadzają ją do szału, jej brat jest bliski śmierci, a ona — kompletnie bezradna…

…dopóki nie odbiera tajemniczych instrukcji, jak wystartować w Piekielnym Wyścigu prowadzącym przez dżunglę, pustynię, ocean i góry, by wygrać nagrodę, której Tella rozpaczliwie pragnie: lekarstwo na chorobę brata. Ale wszyscy uczestnicy pragną leku dla kogoś, kogo kochają, i walczą zaciekle — nie ma gwarancji, że Tella (lub ktokolwiek inny) przetrwa wyścig. Może liczyć tylko na swoją pandorę — zwierzątko, które powinno mieć niezwykłe zdolności, ale Tella nie ma pojęcia jakie, a nawet… czy w ogóle je ma.
(opis z okładki)

Od początku trochę drażnił mnie styl. Przy pierwszych stronach brzmiał po prostu dziwnie, później zorientowałam się, że miało być zabawnie, ale wyszło raczej infantylnie. Bohaterka ma szesnaście lat, ale po sposobie narracji przypomina mi bardziej trzynastolatkę. Na szczęście później udało mi się do tego przyzwyczaić. No i jakby nie było, jest to w jakiś sposób część kreacji Tessy.

Skoro już jesteśmy przy bohaterach: w powieści możemy spotkać kilka nie najgorzej nakreślonych sylwetek, ale najbardziej polubiłam Harper, bo to dziewczyna nie dająca sobie w kaszę dmuchać. Nasza narratorka jest jak dla mnie zbyt... rozentuzjazmowana (choć to niezbyt trafne, żadne inne słowo nie przychodzi mi do głowy) bym obdarzyła ją większą sympatią. Poza tym narzekała kilkukrotnie „Dlaczego oni nam to zrobili?”. Nikt jej przecież nie zmuszał do zgłoszenia się. A mogła przewidzieć, że coś, co kryje się pod nazwą „Piekielny wyścig” nie polega na jedzeniu pączków na czas.

Co do Guya — jak to dobrze, że w każdej powieści młodzieżowej na główną bohaterkę czeka przystojny Tru Lower o niesamowitych oczach. Dzięki niemu ma nie tylko zapewnioną pomoc w przetrwaniu, ale też przytulaski w chwilach przerwy od uciekania przed niebezpieczeństwami. Żartuję oczywiście, ale Guy faktycznie jest trochę takim stereotypowym ukochanym. Tajemniczy, niegłupi, no i aparycję ma jak trzeba. Czego chcieć więcej? No właśnie coś by się jeszcze przydało, żeby wyróżnił się wśród tłumu podobnych do niego postaci z innych książek. Żeby tchnąć w niego trochę życia. Może się czepiam, ale zwyczajnie zauważyłam, że gdy w grę wchodzi survival games, wątki miłosne zaczynają mi przeszkadzać.

Fabuła nie jest może najbardziej oryginalna, ale trzeba przyznać, że wciąga. Wyścig po nagrodę w czterech różnych ekosystemach? Czemu nie. Pod tym względem nie jestem zawiedziona. Niespodziewane zwroty akcji tylko czekają, żeby wyskoczyć na nas z różnych stron. Poza tym raczej nie ma nudnych momentów, a pojawiające się w trakcie lektury kolejne pytania dotyczące samej organizacji wyścigu i osób z nią związanych podsycają ciekawość czytelnika.

Tematem do dyskusji mogłyby być fascynująco-dziwaczne stworzenia wymyślone przez autorką, czyli pandory. Z jednej strony to coś pomysłowego, z drugiej trzeba uważać, gdy pisze się o innowacjach technologicznych. Czy pandory to idealne maszyny, czy „tylko” krzyżówka genetyczna? A może ich połączenie? Poza tym: geniusz geniuszem, ale wciąż istnieją ograniczenia, które nie pozwalają nam tworzyć wszystkiego, co byśmy chcieli. Nie zapominajmy, że akcja powieści dzieje się w czasach współczesnych (a przynajmniej tak wnioskuję). Nie wystarczy powiedzieć: zróbmy latającego pieska! Gdyby to było takie łatwe, już dawno by tego dokonano. Dla przykładu: psy normalnie nie latają, bo nie mają do tego specjalnych uwarunkowań: pneumatycznych kości, opływowego kształtu ciała, piór itp. Więc czy po ewentualnych modyfikacjach to nadal byłby pies? Może się czepiam, ale rzuciło mi się to w oczy podczas czytania.

Jak widać, trochę ponarzekałam — chyba miałam zbyt wielkie oczekiwania. Mimo wszystko, jeśli opis „Ognia i wody” was zainteresował, nie odradzam sięgnięcia po tę książkę. Jest dobra, a niedociągnięcia nie będą przeszkadzały, jeśli machniecie na nie ręką. To prosta młodzieżówka, która ma kilka asów w rękawie i jestem pewna, że jeszcze nie jednym nas zaskoczy.

1. Ogień i woda | 2. Kamień i sól

Wyzwania:
– Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
– Klucznik
– Czytam opasłe tomiska
– Kocioł wiedźmy
– Czytam fantastykę

Mały poślizg z recenzją, ale przynajmniej dłuższa niż zwykle. ;) A komu jeszcze przydałyby się tak z dwa tygodnie wakacji?

9 komentarzy:

  1. Mnie opis nie zainteresował, bo właśnie wydaje mi się straasznie oklepana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówiłam, oryginalność to nie jest główna zaleta tej książki.

      Usuń
  2. A ja tam mam ochotę przeczytać :D
    Hmmm, aby z dwa tygodnie? :P Najlepiej z 2 miesiące :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, kiedyś trzeba przerobić tę podstawę programową. ;)

      Usuń
  3. Mam ochotę na tę książkę już od dłuższego czasu. :p
    Ile ja bym dała za przynajmniej dodatkowe dwa tygodnie wolnego?! :D
    Bo kocham czytać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam tę książkę niedawno i całkiem mi się spodobała, chociaż główna bohaterka strasznie irytowała mnie swoim zachowaniem. Niemniej z niecierpliwością, będę wyczekiwać drugiej części :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też nie mogę się doczekać drugiego tomu :)

      Usuń
  5. Ja wciąż podchodzę do tej książki ostrożnie, bo opis wydaje mi się być strasznie schematyczny, wręcz banalny. Z jednej strony to moja ulubiona tematyka, ale z drugiej nie chcę czytać znowu tego samego i mam taki problem :)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi książka się podobała. Póki co czekam na następną część :D

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)