25 sierpnia 2015

Minirecenzje #1 „Wszechświat kontra Alex Woods” — Gavin Extence, „Tytus Groan” — Mervyn Peake, „Paper Towns” — John Green

Hej! Jeśli śledzicie moją biblioteczkę na Lubimy Czytać (co jest mało prawdopodobne), być może wiecie, że czytam dużo więcej niż piszę. Z braku czasu i kilku innych powodów wielu powieściom, o których chciałabym coś powiedzieć nie jest dane doczekać się z mojej strony pełnowymiarowej (jak na moje standardy) recenzji. Dlatego też postanowiłam, że raz na jakiś czas będę zbierać kilka takich książek do jednego postu i zamieszczać na ich temat opinie w skróconej wersji. 


Tytuł: „Wszechświat kontra Alex Woods”
Tytuł oryginalny: „The Universe Versus Alex Woods”
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 424
Moja ocena: 9/10
+2,5cm

Niesamowita książka. Nie przepadam za literaturą obyczajową, ale ta powieść bardzo mi się spodobała. I wydaje mi się, że ma w sobie coś z fantastyki (w końcu nie na co dzień spotykamy się z osobą trafioną przez meteoryt), ma jakiś czar, która sprawia, że „Wszechświat” jest lekturą zostającą w sercu. Porusza tematy niełatwe i skłania do przemyśleń. Może to zabrzmi dziwnie, ale wydała mi się taka... pełna treści. Z bohaterami naprawdę się zżyłam i śledziłam ich losy z zainteresowaniem. Chyba każdemu mogłabym polecić tę książkę.


Tytuł: „Tytus Groan”
Tytuł oryginalny: „Titus Groan”
Autor: Mervyn Peake
Seria: „Gormenghast”; tom: 1
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 544
Moja ocena: 8,5/10
+3,6cm

Wiem, że większość z was skupia się bardziej na powieściach o szybkiej akcji i napięciu (podobnie zresztą jak ja), ale książka Mervyna Peake'a, czyli zupełne przeciwieństwo wcześniej wspomnianych, zdecydowanie ma dla mnie w sobie to coś. Nie jest to lektura lekka, o nie! Już na pierwszy rzut oka widać przewagę opisów nad dialogami. Do tego fabuła jest raczej chaotyczna. Muszę przyznać, że w wielu momentach byłam znudzona, a szczególnie ślamazarnie szła mi pierwsza część książki. Później, gdy zaczęło się trochę więcej dziać, nastąpiła poprawa i doceniłam, co czytam. Tym, czym jestem najbardziej zachwycona jest konstrukcja bohaterów — na mistrzowskim poziomie. Na kartach powieści mamy do czynienia z całą plejadą postaci, ale nie ma mowy, żeby ktoś był nijaki. Język również zaliczam do zalet i zgadzam się z opisem na okładce — autor posiada tę umiejętność do malowania obrazów słowem.
Gatunkowo jest to klasyka fantasy, ale podpowiem, że na dobrą sprawę nie znajdziecie tutaj żadnego elementu typowo fantastycznego. Cała magia kryje się w samej kreacji świata i jego mieszkańcach. Tym razem nie powiem „Koniecznie przeczytajcie!”, ale jeśli jesteście gotowi zmierzyć się z urokami i mroczniejszymi stronami zamku Gormenghast, mam nadzieję, że i wam ta przygoda się spodoba.


Tytuł: „Paper Towns” (polskie wydanie: „Papierowe miasta”)
Autor: John Green
Wydawnictwo: Penguin Books (polskie wydanie: Wydawnictwo Bukowy Las)
Liczba stron: 320
Moja ocena: 6,5/10
+2,3cm

To moja druga powieść Greena. Pewnie wielu z was tym zaskoczę, ale bardziej przypadło mi do gustu „19 razy Katherine”. Tamta książka wydała mi się naprawdę luźna, za to „Paper Towns” porusza jakby nieco poważniejsze tematy. Nie znaczy to, że lektura była nieprzyjemna. Lekki styl autora, ciekawie zarysowani bohaterowie i dużo humoru sprawiły, że jestem zadowolona. Wspominając zaś o wadach, no cóż — Quentin czasem irytował mnie swoją obsesją na punkcie Margo. Nużące okazały się też niektóre momenty w środku książki, gdy miałam wrażenie, że nic się nie dzieje.
Niektórzy zarzucają Panu Zielonemu powtarzalność — w każdym jego dziele jest to samo. Ale jako że, jak wspomniałam, czytałam tylko dwa z jego dorobku, niespecjalnie mi to przeszkadza. Nie jestem stworzona do literatury obyczajowej, ale one przekonały mnie, że może być lepsza, niż mi się kiedyś wydawało, a przynajmniej jej część. Nie wypala oczu. Raczej. Z kolei, jeśli chodzi o fanów Johna Greena, myślę, że „Paper Towns” powinno ich usatysfakcjonować.


Wyzwania:
– Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
– Klucznik
– Czytam opasłe tomiska
– Czytam fantastykę


Powiedzcie szczerze, czy wolicie kilka krótszych opinii, czy jedną dłuższą? I co w ogóle sądzicie o tych książkach? Piszcie. :)

źródło zdjęć

15 komentarzy:

  1. Zdecydowanie wolę dłuższe, pełnowymiarowe recenzje, ale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze można ze wszystkim wyrobić i czasem minirecenzje są potrzebne. :) "Papierowe miasta" chcę przeczytać już od jakiegoś czasu. Będzie to moje drugie spotkanie z Greenem (pierwsze to oczywiście "19 razy Katherine"!).
    Bo kocham czytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Papierowe miasta" za mną, taka przyjemna lektura i tyle. A "Wszechświat kontra Alex Woods" od dawna chcę przeczytać :)

    Insane z http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. "Papierowe miasta" czekają już na półce :)
    Pozdrawiam
    czytaniapasja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Też rozpoczęłam jakiś czas temu taką formę recenzji *żółwik*! I faktycznie, czasem można nie wyrobić się z tymi długimi, zwłaszcza, jak rozpocznie się rok szkolny. A tak, napisze się kilka słów i zawsze jest ^^

    Najbardziej zainteresował mnie 'Wszechświat kontra Alex Woods', gdyż nieco słyszałam o tej książce, ale nie sądziłam, że jest aż tak dobra o:

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *żółwik* Wiem wiem, zapoznałam się już z twoimi Kieszonkowymi recenzjami. :)

      Usuń
  5. "Wszechświat..." ubustwiam! :D Zdążyłyśmy go omówić w czasie którejś z naszych "wielogodzinnych sesji"? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, w każdym razie na pewno mówiłaś, że omawialiście go na Klubie Książki. :)

      Usuń
  6. O, świetny pomysł z pisaniem takich recenzji. Sama mam ten sam problem co ty, więc może w czasie roku szkolnego "podkradnę" twój pomysł ;)
    "Wszechświat..." za mną chodzi i chodzi, a ja go ciągle nie przeczytałam. Gdy mam już go kupić, zawsze znajdzie się coś innego na mojej liście.
    "Tytus Groan" intryguje mnie. Czasami mam ochotę na przeczytanie książek w tym typie, więc będę miała ją na uwadze.
    "Papierowe miasta" były całkiem w porządku, jednak uważam, że Greena stać na więcej. W swoim dorobku ma znacznie lepsze książki.
    Papierowe strony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, nie jestem pierwszą i ostatnią, która wpadła na taki pomysł. ;)

      Usuń
  7. Niedawno kupiłam ''Papierowe miasta'', ale z ich lekturą muszę trochę poczekać (brak czasu, już teraz, plus inne bardziej naglące książki). ''Wszechświat kontra Alex Woods'' kiedyś bardzo mnie intrygował, ale najzwyczajniej o tej książce zapomniałam! Dzięki za przypomnienie ;). A taki pomysł na recenzje jest jak najbardziej udany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci przypomniałam, bo naprawdę spodobała mi się ta powieść. :)

      Usuń
  8. Takie krótkie recenzje też są bardzo fajne :D
    Ja zamierzam najpierw zabrać się za "19 razy Katherine" :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię twoje dłuższe recenzje, ale te krótsze formy też coś w sobie mają :)
    Co do książek - żadnej nie czytałam, ale tą książkę Greena widzę po raz pierwszy - i tak nie sięgnę, nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jej nie kojarzysz? ;0 Wydawało mi się, że plakaty reklamowe filmu dostatecznie ją rozsławiły... ;)

      Usuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)