13 czerwca 2016

Minirecenzje #4 „Przegląd Końca Świata. Blackout” — Mira Grant, „Wyspa na prerii” — Wojciech Cejrowski

Dawno już nie było takiego postu, więc pomyślałam, że warto ponownie skorzystać z tej formuły. Miłego czytania. :)

Okładka książki Przegląd Końca Świata: BlackoutTytuł: „Przegląd Końca Świata. Blackout”
Tytuł oryginalny: „Blackout”
Autor: Mira Grant
Seria: „Przegląd Końca Świata”; tom: 3
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 508
Moja ocena: 9/10

Nie mogło być inaczej; skoro wcześniejsze tomy „Przeglądu Końca Świata” znalazły się w minirecenzjach, to i ostatni się tu ukazuje. „Blackout” sporo musiało się naczekać, zanim po niego sięgnęłam. Chyba była to podświadoma próba przedłużenia przygody z trylogią, czemu się zresztą nie dziwię — teraz, już „po”, wiem, że będę za nią strasznie tęsknić.
„Deadline” (a zwłaszcza końcówka!) przyniosło ogrom pytań, więc zastanawiałam się, jak Mira Grant zamierza zatrzymać tę szaloną karuzelę. Ona miała jednak inne plany: jeszcze bardziej ją rozpędziła. Blogerzy jak zwykle wciskają się tam, gdzie nie trzeba w poszukiwaniu prawdy i sprawiedliwości. Mamy groźby śmierci, wspaniałą, niewymuszoną ironię i — jakżeby inaczej — zgraję zombie. Zżyłam się z bohaterami, ale po wcześniejszych częściach domyśliłam się, że walka niesie za sobą ofiary… a nie jest to powieść przedstawiająca cukierkową wizję. Autorka zrzuciła na nas kilka bomb, dosłownie i w przenośni. Krótko mówiąc: „Blackout” trzyma poziom, a cały cykl przyciąga stylem, atmosferą i nietuzinkowym podejściem do tematu. Gorąco polecam!

Ciekawostka: jeszcze zanim przeczytałam „Feed”, natknęłam się na dużego spojlera do serii. Później jednak uznałam, że… to przecież wcale nie był spojler i szybko o tym zapomniałam. Dopiero przy okazji trzeciej części pojęłam jego wagę i to, że wcześniej go nie zrozumiałam, że dotyczył czegoś innego. Jeśli chodzi o to, czego właściwie dotyczył, to paradoksalnie i tak się tego domyślałam. Mam nadzieję, że napisałam to zrozumiale. :)


Okładka książki Wyspa na preriiTytuł: „Wyspa na prerii”
Autor: Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 295
Moja ocena: 9/10

Kolejna książka Cejrowskiego i kolejny raz jestem w niebie. Tym razem nie jest o Indianach, a o Dzikim Zachodzie, o równie chyba odległej od naszego życia co dżungla prerii. Chociaż po lekturze nie jest już taka odległa… Autor daje nam szansę, by razem z nim posiedzieć na porczu, powypatrywać kojotów i uprawiać nicnierobienie. Brzmi nudno? Nic bardziej mylnego. To niesamowite, jak ten „Człowiek z niewymawialnym imieniem” tworzy w swoich książkach klimat, jak potrafi oddziałać na zmysły czytelnika, a robi to z lekkością i w niepowtarzalnym stylu. „Wyspa na prerii” nie jest wyjątkiem i również jest bogata w humor i ciekawostki, ale przede wszystkim opowiada zajmujące historie, o których można czytać, i czytać, i czytać…
Zwykle raczej o tym nie wspominam, ale muszę też pochwalić oprawę graficzną oraz zdjęcia, które są po prostu piękne. Podsumowując, książka jest zdecydowanie warta polecenia, jeśli tylko macie odwagę przenieść się — choćby na chwilę — do dzikiego świata prerii. Jiiii-ha!

Wyzwania:
– Mini maratony czytelnicze
– Czytam fantastykę
– Czytam opasłe tomiska

źródła zdjęć

2 komentarze:

  1. Blackout.... Może kiedyś wezmę się za Feed :D Co do Cejrowskiego - ja za nim osobiście nie przepadam xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę kiedyś zaopatrzyć się w trylogię napisaną przez Mirę Grant - jak najbardziej jest ona w moim klimacie. A co do Cejrowskiego... raczej sobie odpuszczę jego książki. Chociaż zazdroszczę mu tych wszelkich podróży to jednak odrzuca mnie jego charakter i sposób bycia.
    Pozdrawiam. :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji, która serdecznie zaprasza na Bluszczowy Book Tour z [Jedynym Piratem na imprezie] Lindsey Stirling!

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)