8 lipca 2016

48. „450 stron” — Patrycja Gryciuk | 450 stron rozczarowania

Jak się zaraz przekonacie, dzisiejsza recenzja została napisana pod wpływem silnych emocji, choć minęło kilka tygodni, odkąd przeczytałam „450 stron”. Dlatego nazwałabym ją raczej „wylewaniem swoich żalów”. :)

Tytuł: „450 stron”
Autor: Patrycja Gryciuk
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 416
Moja ocena: 3,5/10


W świecie w którym wszystko jest na sprzedaż, skrajne i drastyczne posunięcia marketingowe nie dziwią już nikogo. Ale czy ktokolwiek zdecydowałby się na zabójstwo, aby wypromować nową książkę? Wiktoria Moreau to królowa kryminału, która w przeddzień wyczekiwanej przez miliony czytelników premiery najnowszej książki, zostaje posądzona o zniesławienie. Zamiast cieszyć się ze spotkań z wielbicielami, uczestniczy w procesie sądowym i policyjnym śledztwie w sprawie serii morderstw popełnianych według fabuły powieści jednego z jej największych konkurentów.
(opis z LC)

Naprawdę starałam się polubić tę książkę. Problem w tym, że prawie nic w niej nie grało. Miał to być kryminał z wątkiem romansowym, ale w moim odczuciu ani to, ani to nie wyszło. Pomysł na intrygę był nawet ciekawy; dwoje pisarzy wydaje tytuł o podejrzanie podobnej fabule, w tle morderstwa… Tyle że to wszystko może sobie iść do lasu, jeśli nie wprowadzi się odpowiedniego napięcia, a tego tutaj nie uświadczyłam. Skupianie się przy scenie morderstwa na butach sprawcy zupełnie mnie nie przekonuje, podobnie jak szczątkowy humor w stylu „Wstawiłam laptopa do piekarnika, a później o tym zapomniałam, hihi”. Rozwiązanie intrygi też jakieś takie słabe i nijakie. Zawiodłam się więc na warstwie kryminalnej, ale nie tylko na niej.

Bo jakby tego było mało, cały wątek miłosny został – wybaczcie mój klatchiański – z rzyci wzięty. Autorka ekranizowanej powieści i aktor spotykają się nie wiadomo czemu na śniadanie w knajpie i bum, wybucha wielka miłość. Bo tak. Przez następne strony on zajmuje się kontemplowaniem wspaniałości Wiktorii, a ona powtarzaniem, jaki to chłopak nie jest młody i przystojny, a ona taka stara, a on taki młody, bardzo młody, i w ogóle co ludzie powiedzą… Już bez przesady, nie takie różnice wieku między partnerami świat widział. Potem myślałam, że, jak to zwykle bywa, w ich związku pojawią się jakieś większe problemy, ale nie. Było tylko lamentowanie głównej bohaterki. A skoro już o niej mówimy… Jakoś nie zapałałam do niej zbytnią sympatią. Oprócz tego, że stanęła niebezpiecznie blisko etykietki „Mary Sue” (bo oczywiście musiała mieć więcej niż jednego adoratora), czasami po prostu mnie denerwowała. Na przykład powiedziała raz o sobie, że „niszczy związki” (?). Jeśli chodzi o rozwód – no cóż, to się zdarza, i to wcale nie rzadko w naszych czasach, poza tym z opisu wynika, że nie było w tym jej winy. Owszem, miała chłopaków na jedną noc… ale czy nie twierdziła później, że odpowiada jej taki stan rzeczy? Zresztą, żadnego z bohaterów nie polubiłam. O ile Wiktoria miała jeszcze jakąś przeszłość, o tyle reszta postaci była słabo zarysowana. 

No dobra, nie będę aż tak krytyczna: jedna rzecz mi się spodobała. Chodzi o opisy dotyczące procesu pisania, stosunku czytelnika czy pisarza do magii słowa. To były niestety jedyne nie tylko strawne, ale i całkiem przyjemne dla mnie fragmenty. Szkoda, że pojawiły się w niewielkiej liczbie. Nie jest to może powieść bardzo zła, ale uważam ją za kompletną stratę czasu i raczej nie polecam, jeśli macie do wyboru inne lektury.

7 komentarzy:

  1. Niedawno sama recenzowałam "450 stron" i niestety, byłam równie jak Ty zdeustowana tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja przyjaciółka czytała i też stwierdziła, że jest to beznadziejne....

    OdpowiedzUsuń
  3. kojarzę tę książkę z negatywnymi opiniami, dlatego będę ją omijać szerokim łukiem. a szkoda, bo opis dosyć ciekawy. pozdrawiam :)
    wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, na świecie potrzebne są też i takie beznadziejne książki - w końcu czymś trzeba rzucać, hehe. #suchar No cóż, już wiem po co przynajmniej nie sięgać. ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie słyszałam o tej książce, dawno nie byłam w Empiku ani nie przeglądałam żadnej księgarni internetowej, więc może dlatego. Ale dzięki za recenzję - nie tknę tej książki nawet kijem przez szmatę. ;)
    ___________________
    pisane-atramentem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję się trochę zawiedziona, bo ty dałaś jej taką niską ocenę, a moja kochana Anitka z Book Reviews tak ją polecała :/ Raczej się nie zabiorę, nie chcę kolejnych niewypałów, do których podchodzę z dużym oczekiwaniem, a później wychodzi książka 3/10.
    Buziaki kochana, obserwuję! Świetny blog!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)