27 sierpnia 2016

Minirecenzje #5 „Wyklęta” — Joss Stirling, „Taniec cieni” — Yelena Black

Bez zbędnego gadania zapraszam do czytania. :)

Tytuł: „Wyklęta”
Tytuł oryginalny: „Struck”
Autor: Joss Stirling
Seria: „Struck”; tom: 1
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 400
Moja ocena: 7/10

Nie wiem, czego spodziewałam się po „Wyklętej”, ale raczej nie tego, co otrzymałam, czyli połączenia „Sherlocka”, „Wybranych” i „CHERUBA” (łapcie link do [recenzji]). Chociaż nie powiem, żeby było to połączenie niedane. Pomimo pewnych potknięć (na przykład myślałam, że powód pojawienia się w szkole nowych uczniów będzie zachowany w tajemnicy na dłużej niż przez jeden rozdział) uważam, że autorka miała dość ciekawy pomysł na fabułę i od książki trudno się było oderwać. Jednak mam ambiwalentne odczucia w kwestii bohaterów: nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Kieran był kreowany właśnie na takiego młodszego serialowego Sherlocka, a samej Raven nie udało mi się rozgryźć, za mało w niej było charakteru. W sumie wyszła z niej taka merysujka, wiecie, sierotka, pogardzana przez wszystkich za samo istnienie, a na końcu i tak dostaje oklaski. Zresztą otwierająca powieść scena przywiodła mi na myśl opka pisane przez nastolatki. Mimo to książkę czyta się nieźle, jest lekka i ma sporo akcji.
Co było dziwne, to okazjonalnie wplecione w tekst komentarze od, jak podejrzewam, tłumaczki. Czyżby zapomniano je wykasować przed drukiem?


Tytuł: „Taniec cieni”
Tytuł oryginalny: „Dance of Shadows”
Autor: Yelena Black
Seria: „Taniec cieni”; tom: 1
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Moja ocena: 4,5/10

Mam mieszane uczucia co do „Tańca cieni”. Byłam bardzo zaintrygowana pomysłem szkoły baletowej, która ma swoje sekrety. Niestety w późniejszym czasie fabuła rozwinęła się w trochę innym kierunku niż oczekiwałam, ale ostatecznie uznałam, że warto czytać dalej, a to głównie za sprawą plastycznych opisów tańca, które w książce podobały mi się najbardziej. Przyznam, że nawet udało mi się dzięki nim poczuć, jakbym naprawdę znajdowała się w tym momencie na przedstawieniu w teatrze. Przeszkadzały mi z kolei sztuczne dialogi, które autorka na siłę chciała stylizować na mowę nastolatków (nie udało się), papierowe postaci, które miały najwyżej jedną cechę charakteru i nieśmiertelny trójkąt miłosny – do tego przewidywalny. Jest to książka przeciętna, więc ani jej nie polecam, ani polecam; fanów baletu może zainteresować, ale innych niekoniecznie.

Wyzwania:
– Czytam YA!
– Czytam fantastykę

źródło zdjęć

3 komentarze:

  1. Na drugą pozycję zdecydowanie nie mam ochoty. Na pierwszą chyba też nie :D Ale serio - komentarze od tłumaczki w tekście? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś współczesne książki przeznaczone dla nastolatków są po prostu denne. No i komentarze od tłumaczki w tekście książki? Nie wybija to z rytmu czytania? :/
    ___________________
    pisane-atramentem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko niektóre są denne. :D A te komentarze od tłumaczki pojawiły się w liczbie trzech, więc nie było tak źle. ;)

      Usuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)