15 stycznia 2017

54. „Motylek” — Katarzyna Puzyńska | Miasteczka mają swoje tajemnice

Tytuł: „Motylek”
Autor: Katarzyna Puzyńska
Seria: „Lipowo”; tom: 1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 608
Moja ocena: 4/10


W mroźny zimowy poranek na skraju mazurskiej wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód. Szybko okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i potem upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Ofiary nie wydają się być ze sobą w żaden sposób związane. Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę, zanim zginą następne kobiety. Śledztwo ujawnia tajemnice mrocznej przeszłości zakonnicy, przy okazji odkrywając też mniejsze lub większe przewiny mieszkańców sielskiej – tylko na pozór – miejscowości.
(opis z LC)

Obiecywano mi perełkę. Obiecywano mi wyśmienity kryminał. Tak się cieszyłam, że cudem znalazłam w bibliotece egzemplarz „Motylka”! Niestety, skończyło się na kolejnym zawodzie z polską powieścią w roli głównej.

Być może to rzecz gustu, jednak jak dla mnie za dużo było w tym obyczajówki, przez co śledztwo ciągnęło się i ciągnęło. Może nawet w pewnych momentach zeszło na dalszy plan, co oczywiście nie odbiło się pozytywnie na wątku kryminalnym. Muszę przyznać, że intryga była całkiem nieźle skonstruowana; pojawiło się wiele tropów, które trudno było ze sobą powiązać, niektóre były bardziej oczywiste, inne mniej. Z drugiej strony, pościgów i wybuchów się nie doczekałam, a zwalam to na wspomniane już rozwleczenie fabuły oraz styl – miałam wrażenie, jakby pewne sceny czy też zachowania bohaterów były sztuczne, wymuszone. Albo po czyjejś wypowiedzi dopisane zostały czasowniki opisujące jej ton – zupełnie niepotrzebnie, bo można się było go domyślić już po samej wypowiedzi. Zaburzało to trochę dynamikę dialogów. No a co z tą atmosferą niczym z powieści Agathy Christie? Przykro mi. Tu był li i jedynie klimat polskiej wsi, co pewnie nie powinno być traktowane jako wada, mimo to mnie on nie oczarował.

Autorka nie usatysfakcjonowała mnie również kreacją postaci. Stworzyła ich cały szereg, ale na każdą starczyło po około jednej cesze i to by było na tyle. Ten mężczyzna nie umie zapanować nad dziećmi, ten mieszka z matką, ten jest bogatym snobem; ta kobieta jest umęczona, tamta zmartwiona, a tamta dalej to jest w powieści chyba tylko dlatego, żeby zacząć powieść od przeprowadzki (nie, to wcale nie jest sztampowe rozwiązanie). Nie do końca udało się też z Klementyną Kopp, czyli w zamyśle ekscentryczną panią komisarz mającą na koncie wiele sukcesów w prowadzeniu śledztw. Owszem, miała pewne intrygujące cechy (na przykład wygląd, tajemniczy związek z Teresą), ale czy jakoś wyjątkowo popisała się jako policjantka albo detektyw? Oprócz wytknięcia lokalnej policji podstawowych uchybień na drodze rozwiązywania sprawy, za bardzo nie mam ją za co chwalić. Że już nie wspomnę o jej powiedzonkach, które, nie przesadzam, doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Ja wiem, że wyróżniający się sposób mówienia to też część konstrukcji bohatera, jednak w tym przypadku mogę tylko powiedzieć, że zwroty „Czekaj. Stop.” oraz „Dobra. Ale!” będą mi się śniły po nocach.

Wygląda na to, że na „Motylku” zakończę swoją przygodę z prozą Katarzyny Puzyńskiej. Był on w pewien sposób męczący, więc na pewno nie miałoby sensu więcej się tym katować. Nie chciałabym mimo wszystko jednoznacznie skreślać jej twórczości, po prostu każde dzieło musi znaleźć swoich amatorów, ale tym razem nie będę to ja.

1. Motylek | 2. Więcej czerwieni | 3. Trzydziesta pierwsza
4. Z jednym wyjątkiem | 5. Utopce | 6. Łaskun | 7. Dom czwarty

1 komentarz:

  1. Szkoda, że książka nie spełniła Twoich oczekiwań. Sama chyba sobie odpuszczę tę pozycję, ponieważ niedopracowani bohaterowie zdecydowanie mnie odstraszają. Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)