4 stycznia 2017

Moje ulubione książki z 2016 roku

Witajcie ponownie w drugiej części swoistego podsumowania minionego roku. Tym razem podzielę się z wami listą książek, które zajęły szczególne miejsce w moim sercu w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Nie dajcie jednak się zwieźć pozorom: liczy ona tak naprawdę prawie 20 pozycji. :P Wszystkie książki pojedynczych autorów dałam do tego samego punktu, żeby nie rozwlekać się jeszcze bardziej. Koniecznie dajcie mi znać, czy zgadzacie się z moim wyborem, czy wręcz przeciwnie; a może lekturę tych książek/cyklów macie dopiero przed sobą? :)

Kolejność (w miarę) chronologiczna.


1. Cykl „Przegląd Końca Świata” — Mira Grant [minirecenzja] [minirecenzja]
A konkretniej dwie ostatnie części. Muszę przyznać, że są trochę lepsze od pierwszej, ponieważ więcej się w nich dzieje, nie ma przestojów w akcji, jak to się zdarzało w „Feed”. Cykl skradł moje serce poprzez bohaterów, wspaniały humor, ciekawą wizję świata i przede wszystkim intrygę. Jak najbardziej polecam tę serię wszystkim, którzy lubią połączenie fantastyki z sensacją.


2. Książki Remigiusza Mroza
Rzadko mówię o moich ulubionych autorach, ale Mróz zdecydowanie dołączył do tego grona. Po przeczytaniu „Kasacji”, „Zaginięcia” i trylogii z komisarzem Forstem, nie mam co do tego wątpliwości. Autor ujął mnie kreacją postaci (i nie ukrywam, że mam tu głównie na myśli Chyłkę), bezbłędnymi dialogami oraz intrygującymi zagadkami. 


3. Cykl „Wojownicy” — Erin Hunter [recenzja]
Byłam ogromnie ciekawa, jak może wyglądać powieść, w której nie występują ludzie. Jak może wyglądać narracja, w której bohaterami są... koty? Okazało się, że niesamowicie. W książkach znalazłam niepowtarzalny, baśniowy klimat, dla którego warto sięgnąć po „Wojowników”.


4. „Magiczne lata” — Robert McCammon
To było dość przypadkowe odkrycie. Na portalu Lubimy Czytać ta pozycja miała wysoką ocenę, więc pomyślałam, że może być niezła, ale długo zwlekałam z jej przeczytaniem. Kiedy w końcu to zrobiłam, żałowałam, że nie zrobiłam tego wcześniej. Książka fenomenalnie łączy ze sobą wątki sensacyjne oraz fantastyczne z rozbudowaną warstwą obyczajową, a wszystko okraszone jest szczyptą humoru. Oprócz tego powieść pobudza do refleksji nad tym, jak zmienia się nasza rzeczywistość.


5. „Wyspa na prerii” — Wojciech Cejrowski [minirecenzja]
Książki Podróżnika WC są już dla mnie klasyką, a zmiana klimatu z tropików na amerykańską prerię bynajmniej nie okazała się klapą. Przyznaję, że odrobinę bardziej przypadły mi do gustu poprzednie książki Cejrowskiego, ale ta również zasługuje na uwagę.


6. „Moriarty” — Anthony Horowitz [recenzja]
Do teraz pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi podczas lektury tej książki. Nie chcę za bardzo powtarzać to, o czym mówiłam w recenzji, ale autor naprawdę doskonale poprowadził zagadkę i utrzymywał w niepewności do samego końca. Nic nie mogło mnie przygotować na takie zakończenie. Dodatkowym plusem jest to, że powieść zachęciła mnie do jak najszybszego przypomnienia sobie oryginalnych przygód Sherlocka Holmesa.


7. „Dom zbrodni” — Agatha Christie
To zdecydowanie jeden z moich ulubionych kryminałów Christie. Zawsze powtarzałam, że w powieściach detektywistycznych najważniejszym elementem jest dla mnie rozwiązanie sprawy, a ono w tej książce zasługuje na szóstkę. Nie jest skomplikowane, a mimo swojej prostoty naprawdę trudno się go domyślić.


8. Książki Ricka Riordana
W ostatnim roku przeczytałam kilka książek Riordana, ale te trzy zdobyły moją największą sympatię. Nowy, nordycki cykl zaczął się bardzo przyjemnie, a podobną rzecz mogę powiedzieć o „Apollu i boskich próbach”. Jednak chyba nic nie może równać się z solidnym przewodnikiem po świecie bogów greckich spisanym ręką Percy'ego Jacksona. Jak dobrze, że mam już na półce część o herosach.


9. Cykl „Silver” — Kerstin Gier
Ja naprawdę nie wiem, jak Gier to robi, ale... uwielbiam jej książki! Jej nowa seria ze snami jako tematem przewodnim to cudowna mieszanka humoru, tajemnic i gorących chłopaków. A poza tym, umówmy się: te okładki są CU-DO-WNE.


10. „Nawałnica mieczy. Krew i złoto” — George R. R. Martin
Mogłabym tu podać cały cykl, ale właśnie ta część (nawiasem mówiąc, ostatnia książka przeczytana przeze mnie w dwa tysiące szesnastym) szczególnie wzbudziła we mnie zachwyt. Była przepełniona akcją i nawet na chwilę mnie nie znudziła, co jednak zdarzyło się przy wcześniejszych tomach. Wreszcie pozbyto się części osób, za którymi nie przepadałam, za to inne jeszcze bardziej polubiłam! :) Zwłaszcza Littlefingera, który razem z Tyrionem jest teraz moim ulubionym bohaterem z uniwersum.

Kojarzycie któreś z tych tytułów? Napiszcie, co o nich sądzicie. :)

źródło zdjęć

2 komentarze:

  1. Od 5 lat próbuję zrozumieć, jakim cudem każda napisana przez Riordana książka jest co najmniej bardzo dobra? Jak on to robi?? Oczywiście i Magnus Chase, i nowy cykl o Apollo były świetne. Poza tym w obecnym roku chciałabym się w końcu zabrać za serię Miry Grant i przeczytać coś Remigiusza Mroza.

    Zaczytanego Wieczorka Życzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Ucieczkę i Riordana planuję <3 Ale Mróz to pomyłka jak dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń

Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją opinią na temat posta. :)